Notatnik przyjaźni
Maria Dłuska opisuje historię swojej znajomości z Kazimierzem Wierzyńskim, przytaczając fragmenty korespondencji, którą z nim prowadziła. Wspomnienia zaczyna od 1919 r., kiedy jako studentka pierwszego roku polonistyki zachwyciła się tomem Wiosna i wino. W następnych dekadach o Wierzyńskim zapomniała, poświęcając się pracy naukowej. Wróciła do jego twórczości dopiero w 1962 r., kiedy Zbigniew Siatkowski podarował jej przywieziony ze stypendium w Stanów Zjednoczonych zbiór Tkanka ziemi, wyprosiwszy u autora dedykację dla niej. Książka ta zrobiła na Dłuskiej ogromne wrażenie. Napisała do Wierzyńskiego list, w którym nazwała go „poetą swojej młodości” i przyjacielem, nakłaniała go do powrotu do kraju, prosiła o przesłanie innych jego publikacji. Wierzyński spełnił tę ostatnią prośbę, jedną z książek opatrując dedykacją: „Pani Marii Dłuskiej z serdecznym podziękowaniem za jej łaskawy, niezapomniany list, po którym świat mi się rozjaśnił”. Korespondencja rozwijała się, jednak w Notatniku przyjaźni Dłuska przytacza tylko kilka listów swojego autorstwa, gdyż przed wysłaniem zazwyczaj nie sporządzała kopii. Tematyka korespondencyjnego dialogu między Dłuską i Wierzyńskim rozszerzała się: rozmawiali m.in. o jego poetyce i jej pracy badawczej, twórczości innych poetów, podróżach, zdrowiu, przygotowaniach do siedemdziesiątych urodzin Wierzyńskiego i jubileuszu z okazji pięćdziesięciolecia pracy pisarskiej, a także o znaczeniu jego twórczości w historii literatury polskiej. Dłuska wspominała Wierzyńskiemu o – wynikających z sytuacji politycznej w kraju – trudnościach z publikacją napisanego przez nią artykułu o jego emigracyjnej poezji. Tekst ten ukazał się ostatecznie w „Tygodniku Powszechnym” (1964, nr 40), co oboje poczytywali za wielki sukces. Autorka Notatnika przyjaźni stwierdziła w jednym z listów, że „skoro Pan jest moim poetą, to ja z kolei powinnam stać się Pana naukowcem”. Stawiała sobie za cel przywrócenie Wierzyńskiemu właściwego miejsca w krajowym dyskursie literaturoznawczym. Pragnęła także, by wrócił do Polski: „Wróć, a bodaj przyjedź na krótko, poznać, zobaczyć tę nową rzeczywistość, którą odrzucasz na niewidziane. Ludzie tu żyją i mogą potrzebować Ciebie. Jeżeli Ci się nie spodoba – odrzuć i wyjedź na koniec świata. Ale na ślepo nie rób z siebie nostalgicznego męczennika”. W Notatniku przyjaźni Dłuska wspomina spotkanie ze Stanisławem Pigoniem, który przekazał jej wiadomość, że podczas zorganizowanego w Nowym Jorku jubileuszu Wierzyńskiego „były tylko dwa głosy z Polski” (Dłuskiej i Pigonia), co uczona przyjęła z rozgoryczeniem, ponieważ żyli wówczas twórcy, którzy znali Wierzyńskiego osobiście i mogliby, jej zdaniem, wziąć udział w świętowaniu (wymienia Jana Parandowskiego, Marię Dąbrowską, Annę Kowalską, Jarosława Iwaszkiewicza, Antoniego Słonimskiego). W styczniu 1965 r. Wierzyński wraz z żoną Haliną (z domu Pfeifer) osiedlił się we Włoszech, skąd nadal korespondował z Dłuską i próbował umówić się z nią na spotkanie, do którego niebawem doszło. W jednym z następnym listów opisał swoją reakcję na wiadomość o śmierci Dąbrowskiej, z którą, jak wyznawał, przyjaźnił się przez ponad czterdzieści pięć lat. Od lipca 1965 r. poeta wysyłał listy z Londynu. O zacieśnianiu się więzi między nimi świadczy coraz swobodniejszy ton korespondencji, np. Wierzyński proponował, że zafunduje Dłuskiej bilet lotniczy, tłumacząc: „mam furę pieniędzy i nie wiem, co z nimi począć, a wreszcie że w rewanżu zaproszę się sam na popijawę w Krakowie, po której Pani pójdzie z torbami”. Do spotkania doszło na wiosnę 1966 r. w Rzymie.