Sulamitka. Rzecz o poezji i o wierszu
Sulamitka. Rzecz o poezji i o wierszu to najwyraźniej nieukończony dramat, mający się składać z dwóch części (pierwsza: Prolog oraz druga – W spółce ze Słowikiem). Prolog otwiera scena w pracowni wersologa, w tym przypadku niemalże bez pseudonimów – bohaterką jest „Maria Dłuska” (w jednym z dwóch przekazów maszynopisowych nazwisko odręcznie skreślone) – którą nawiedza duch Kazimierza Brodzińskiego. Uczona jest zachwycona tą wizytą i próbuje skłonić ducha, by wyjawił jej tajemnicę staropolskiej prozodii, argumentując, że skoro zamieszkuje on zaświaty, to z pewnością miał okazję słyszeć tam sposób mówienia Kochanowskiego czy Reja. Widmo Brodzińskiego gestami pokazuje, że chociaż nie może podzielić się z nią wiedzą w formie zwerbalizowanej, to może jej tę wiedzę pokazać. Bohaterowie przenoszą się razem do średniowiecznego Krakowa, w którym Maria słucha kolejno trzech różnych rejestrów ówczesnej mowy poetyckiej: Bogurodzicy odśpiewanej w krakowskim Kościele Franciszkanów, ludowej przyśpiewki w podkrakowskiej karczmie, a w końcu wygłoszonej przez żaka z okna Akademii Krakowskiej pieśni-listu W jedności, stałości serca mego… Druga część poświęcona jest najwyraźniej Wierzyńskiemu, który w utworze występuje jako „Oddalony”. Gdyby komuś nieznane było to określenie, chociażby z lektury studium wiersza Legenda wieczności, to Dłuska w „projekcie zakończenia” ujawnia, że w zasadzie cały dramat poświęcony jest miejscu Wierzyńskiego w historii literatury polskiej. Pod owym projektem, na ostatniej stronie dramatu, Dłuska dopisała odręcznie: „Wyróżniać w poezji aż do dziś linię romantyczną. Miejsce w niej Wierzyńskiego. Codzienność w jego liryce (w języku, obrazowaniu, sferze porównań i symboli) jako środek „demokratyzacji” i jako „understatement”. Ogólne stępienie powojenne: potrzeba ostrych środków artystycznych (big-beatowcy it.p.), reagowanie na artystyczną delikatność jak na „pitu-pitu”. – Nieunikniona zmiana w niedalekiej przyszłości. Delikatność liryki Wierzyńskiego. Jej przyszłość”. Ten komentarz może wskazywać na to, że – jeżeli traktować Sulamitkę… jako udramatyzowaną refleksję historycznoliteracką – projektowany utwór miałby być niejako rozpięty pomiędzy przeszłością, teraźniejszością a przyszłością wiersza polskiego, z Wierzyńskim i jego twórczością umiejscowionymi w centrum. Konieczny do odnotowania jest również fakt obecności w Sulamitce… problematyki poezji wersologów. Pojawia się ona w pierwszej scenie z Brodzińskim (bądź co bądź historycznym przedstawicielem „literaturoznawcy literata”). „Sulamitka” określana jako „wspólna kochanka” służy tu za metaforę poezji: „Jakże mogłabym Ciebie nie poznać?! – Przecież tylko Ty mogłeś wejść w chwili, gdy śniłam obsesją ‘Sulamitki’: ‘O siostro i moja kochanko!..’ Przetłumaczyłeś to tak pięknie! – I potem, któż by inny mógł wejść do mnie: wersologa, parającego się cudzą poezją, cudzymi wierszami. Jak nie Ty. – Poeta i specjalista od poetyki, historyk literatury i teoretyk, wytyczający razem z Elsnerem nowe drogi dla wiersza polskiego. – Robisz niechętny gest ręką, przerywasz moje słowa. Gdybym od pierwszej chwili Ciebie nie poznała, odgadłabym Cię po tym geście. Po Twojej skromności graniczącej z pokorą. Nie darmo Stanisław Tarnowski wyraził się napisał, że gdyby historia literatury polskiej miała swego świętego, byłby nim Kazimierz Brodziński (…) mówmy o czym innym. O tym, co nas obchodzi oboje. Wiesz, Sulamitka – wspólna kochanka. Bo nie wiem, czy jesteś święty, ale nie możesz być nigdzie indziej, jak w niebie. W niebie poezji, którą kochałeś tak bardzo”. Trzeba dodać, że niektóre sceny z Sulamitki… to cytaty z rozmów, które Dłuska prowadziła z Wierzyńskim podczas ich spotkań we Włoszech w latach 60. Może to wskazywać na powstanie dramatu około roku 1970.