Dzienniki (t. 24)
Relacja diarystki zaczyna się w sierpniu 1925 r., gdy autorka jak zwykle spędzała lato w Bolcienikach, przebywając z rodziną. Na początku września jej mąż przyjechał do Bolcienik z Warszawy i relacjonował sytuację polityczną – działania ziemian przeciwko reformie rolnej, a także wiadomość, że jego brat, Paweł Żółtowski został dyrektorem Izby Rolniczej w Poznaniu. We wrześniu autorka dziennika uczestniczyła w lokalnym zebraniu ziemian i doglądała połowu karpi w rodzinnym gospodarstwie w Koreliczach. Jej mąż w tym czasie uczestniczył w I Walnym Zjeździe Zrzeszonego Ziemiaństwa, skąd przywiózł negatywne wiadomości na temat sytuacji w państwie i krytyczne opinie o polityce rządu: „Kraj stoi w przededniu bankructwa. Za miesiąc może już nie będzie z czego wypłacić pensyi urzędnikom. Złodziejstwa i korupcya po urzędach stały się plagą. Kraj dusi się i dławi z powodu braku kredytu i pieniędzy. Wszystkie nasze daniny i podatki, roztrwania się, zginęły w chaosie. Adam mówi o Grabskim - »Nie wolno służyć dwóm bogom; ratować skarb i lizać równocześnie d… lewicowe«” (k. 16). Ponure informacje wywołały u twórczyni diariusza lęk i poczucie bezsilności.
W październiku Żółtowscy wrócili do Poznania, razem z matką Janiny. Autorka opisała spotkania ze znajomymi i rodziną, m.in. z Cesią (Cecylią Żółtowską), która niespodziewanie zaczęła krytykować jej powieść. Diarystka zripostowała negatywne uwagi pod adresem jej twórczości: „Jest ona nieszczęśliwa z powodu braku męża i skrzepnięta jak ziemia w mróz, bez śniegu” (k. 20). Żółtowscy odwiedzili też Raczyńskich w Rogalinie. Autorka notowała refleksje po tej wizycie: „Pani Róża [Raczyńska] stoi poza wszelką epoką. Jej dynastyczny charakter troszczy się o dwie rzeczy – o dzieci i o pieniądze. O dzieci, dla dalszego rozrostu tych genealogii i wydarzeń, które dla niej stanowią rdzeń historii – i pieniądze, aby każde pokolenie utrzymało się na stanowisku przodującem. Jej syn Edward ożenił się dla pieniędzy z panną z middle upper class [...]. Historya Rogalina osnuta jest na intrygach miłosnych […]. Nie należę jednak, Boże uchowaj, do falangi głupców, którzy panią Różę pomawiają o chciwość. Gdyby jej duch panował w narodzie, dziś bylibyśmy już wielcy. Z jej życia wieje potęga poezyi, uczucia, tragizmu – a mnie osobiście i od pierwszej chwili obdarzyła zawsze szczodrobliwością ducha” (k. 22–23). Adam Żółtowski jeździł na kolejne zebrania ziemian, w tym czasie jego żona spędzała czas głównie na spotkaniach towarzyskich. Jej zapiski oscylują też wokół tematów politycznych – kolejnej zmiany rządu, sytuacji ziemiaństwa i działalności stronnictw prawicowych. Diarystka wymieniła na k. 42. znajomych z Poznania, podając adresy zamieszkania. Opisała też wygląd ich domów i dokonała krótkiej charakterystyki następujących osób: księżna Maria Czartoryska (zw. Maneczką), księżna Ogińska, Michalina Ostrowska, Turnowie, Bnińscy, Żychlińscy, Wanda Mielżyńska, Lipkowscy, Eliza Kurnatowska, Platerowie. Autorka utrzymywała również kontakty m.in. ze Skórzewskimi, Wańkowiczami, Sapiehami (rodzina od strony matki męża). Dużo miejsca zajmują też zapiski dotyczące relacji w rodzinie Żółtowskich, m.in. nielubianej Hanki, żony Leona. W grudniu matka Janiny z powodu zapalenia wyrostka robaczkowego przeszła operację. Pozostała w szpitalu aż do stycznia 1926 r. Niedługo potem diarystka dowiedziała się też o chorobie pani Trypolskiej.
Żółtowska w styczniu otrzymała nieprzychylne opinie recenzentów na temat powieści, którą próbowała wydać w całości: „Tegoż poniedziałku otrzymałam z powrotem moją Balladę i list że jej drukarnia św. Wojciecha nie chce drukować. Krytyki »młodych recenzentów« w tym liście zawarte były niesłychanie niemądre, lecz zmartwiły mnie głęboko. Nie myślałam, że ta sprawa tak mnie obejdzie i zasnęłam z uczuciem krzywdy i beznadziejności” (k. 69).
Janina Żółtowska dostała też listy od kuzyna, Ludwika Chomińskiego i jego matki, Jadwigi, dotyczące ich trudnej sytuacji finansowej i problemów z prowadzoną drukarnią. Kuzyn chciał nawiązać ponownie kontakty z autorką zapisków, namawiając do pogodzenia się i wzajemnej tolerancji poglądów. Odwołał się też do dawnej przyjaźni. Diarystka w dzienniku stwierdziła: „Trudno o większe duchowe ubóstwo argumentów […]. Wedle mego instynktu sądząc, on i jego matka zawzięli się w stosunku do mnie na szantaż uczuciowy, szczególniej on, przypomniał sobie że istnieje, gdy wszystko inne zawiodło […]. O nawróceniu jakiemś, o chwilowej przemianie, niema mowy. Ten biedny człowiek tkwi dalej w swojej herezyi, opętany pychą i literaturą à la Żeromski. Nie wierząc w jego nawrócenie, jak mogę się z nim zadawać?” (k. 72). Listy wyprowadziły autorkę z równowagi, bowiem z jednej strony nadal żywiła uczucia do kuzyna, a z drugiej nie chciała utrzymywać z nim kontaktu ze względu na wstręt do jego działalności w ruchu socjalistycznym. Jej matka miała nieco inne podejście i namawiała córkę, aby potraktowała go z życzliwością. Janina Żółtowska uznała, że między nią a jej kuzynem jest zbyt głęboka przepaść. W lutym brat Adama, Leon Żółtowski uległ wypadkowi samochodowemu, w którym został ranny.
W tym czasie pojawiły się już informacje o planowanym przez Piłsudskiego przewrocie. W środowisku autorki dyskutowano na temat faszyzmu we Włoszech. W kwietniu Żółtowscy wyjechali do Krakowa, tam spotkali się ze znajomymi. Potem wyruszyli do Nawojowej, gdzie mieszkała rodzina Adama: ciotka Helena (Stadnicka?), Stefania i Adam Woronieccy. Potem zaś zatrzymali się w Czaczu, Godurowie i Jarogniewicach.