Dziennik: 5.03.1986–31.12.1987
Podobnie jak w poprzednich dziennikach, także i w tym jednym z głównych tematów jest sytuacja polityczno-społeczno-gospodarcza w Polsce. Zdaniem Marii Grabowskiej władze PRL doprowadziły do stanu, w którym Polska stała się biedniejsza od Korei Północnej, Chin i Mongolii: „Te wszystkie kraje – przynajmniej na oko – wyglądają na zamożniejsze od Polski. Nasza gospodarka leży” (k. 22r). Już w poprzednich dziennikach autorka wyrażała przekonanie, że przyszło jej żyć w czasach apokalipsy, przejawiającej się każdego dnia m.in. w postaci dewastacji środowiska i nadmiernej eksploatacji zasobów naturalnych przez ludzkość, eksperymentów medycznych („in vitro”) czy rosnącej fali terroryzmu. Nie wie co prawda, kiedy nastąpi ostateczny koniec, jest jednak przekonana, że dojdzie do niego w wyniku wojny nuklearnej: „Wczoraj i dziś ponowne spotkanie Reagan–Gorbaczow […]. Ciągle sprawy rozbrojenia i zwłaszcza likwidacji broni jądrowych. Pomyśleć, że od dwóch dyktatorów mogą zależeć losy świata! Ta myśl byłaby przerażająca, gdyby nie wiara, że nad nimi jest Bóg i On zdecyduje, czy już teraz, czy później ma być koniec naszego ziemskiego świata” (k. 23r).
Pomimo gorliwego katolicyzmu diarystka zdradza swoje przekonania co do tego, że każda niedestrukcyjna religia na świecie czci w istocie tego samego Boga, z entuzjazmem przyjmuje więc decyzję Jana Pawła II o zaproszeniu przedstawicieli wszystkich wyznań do wspólnej modlitwy o pokój na świecie. Podobnie jak w poprzednich latach, także i w 1987 r. gorliwie notuje wszystkie informacje na temat pielgrzymki papieża do kraju czy treść jego przemówień i homilii, które są dla niej niezwykle cenne: „Teraz odczytuje się wciąż i wciąż przemówienia papieskie, czerpie się z nich nadzieję i siłę. Utwierdza się w tej świadomości, że nie Kreml i nie Jaruzelski, ani Reagan – ale Bóg rządzi światem” (k. 58v–59r).
Istotną część dziennika stanowią przemyślenia na temat sytuacji na świecie. Już w pierwszych miesiącach rządów Michaiła Gorbaczowa Grabowska dostrzega, że w ZSRR zachodzą niespodziewane zmiany, które były nie do pomyślenia za życia poprzedniego dyktatora. Jednocześnie krytykuje Wojciecha Jaruzelskiego za to, że uparcie próbuje trwać przy starym ustroju i ignoruje to, co dzieje się w Moskwie. Ponadto w dzienniku znaleźć można obszerne wypisy z książek czytanych aktualnie przez autorkę, a także duże partie poświęcone jej pogarszającemu się stanowi zdrowia. Gdy pod koniec 1987 r. trafia do szpitala, szeroko rozpisuje się na temat dramatycznie niskiego standardu polskich placówek leczniczych. Za zaistniały stan rzeczy nie wini jednak pracujących w nich osób (wysoko ocenia pracę lekarzy i pielęgniarek), lecz nieudolny system opieki zdrowotnej.