Modlitwa
Utwór rymowany, piętnastowersowy. Podmiot liryczny wyraża tęsknotę za ojcem i ma nadzieję, że szybko będą mogli się zobaczyć.
Utwór rymowany, piętnastowersowy. Podmiot liryczny wyraża tęsknotę za ojcem i ma nadzieję, że szybko będą mogli się zobaczyć.
Podzielony na osiem strof wiersz rymowany; wspomnienie Holokaustu Irena Florecka pisze o przedziwnym zapachu wiatru, który przywodzi na myśl wojnę – zapachu palonych włosów i kości. Nazywa wiatr świadkiem masowej zagłady. Przez lata, gdy wiał od strony Majdanka przez cały Lublin, nie było słychać żadnych głosów sprzeciwu. Wiersz kończy zdanie: „pamięci Ofiarom Majdanka słowa te poświęca – Lublinianka”.
Teczka zawiera skrócony życiorys autorki Marii Bielickiej oraz dwa utwory. Pierwszym jest dumka napisana dla autorki przez jej koleżankę obozową Zofię Karpińską. Utwór odnosi się do tęsknoty za bliską osobą. Drugi z wierszy to kolęda spisana przez autorkę w grudniu 1943 r. i śpiewana chorym więźniom.
Irena Lipińska swoje wspomnienia z pobytu w obozie na Majdanku podzieliła na kilka części. Pierwsza z nich – Komando „Komendantura” – dedykowana jest Irmie J. (być może chodzi o Irmę/Irenę Jabłońską, ur. 19 sierpnia 1912 r., więźniarkę Majdanka, przeniesioną do Ravensbrück 15 lipca 1943 r.). W pierwszej części autorka opisuje rodzaje pracy przymusowej w obozie, a także poranne apele. Wspomina też niedzielę palmową – najprawdopodobniej 1943 r. – kiedy to ubolewała nad tym, że nawet w święto więźniarki były zmuszane do pracy.
Stefania Kuryłowicz rozpoczyna wspomnienie od opisu dekonspiracji grupy, w której działała jako łączniczka. Autorka po denuncjacji trafiła do więzienia we Lwowie w 1942 r. W dalszej części opisuje transport i późniejszą podróż pieszo do obozu na Majdanku. Wartościowe są informacje dotyczące warunków, w jakich żyli więźniowie i więźniarki Majdanka.
Wspomnienie Stefania Kuryłowicz rozpoczyna od okoliczności aresztowania i osadzenia na Majdanku (była członkinią Związku Walki Zbrojnej). Opisuje pierwsze dni w obozie i konieczność spania w nieogrzewanych barakach na podłodze. Wspomina o swoim „złym nastrojeniu” w związku ze śmiercią męża Jerzego na początku wojny. Autorka rzeczowo, szczegółowo i w sposób całkowicie pozbawiony emocji relacjonuje kary i formy przemocy stosowane wobec więźniarek.
Pierwszy rozdział wspomnień Zofii Pawłowskiej, Wyjazd, opisuje lakonicznie przybycie autorki po aresztowaniu do obozu przejściowego we Lwowie, gdzie panował dotkliwy głód wśród nowo przybyłych. W kolejnym rozdziale, zatytułowanym Koszmar, Pawłowska już bardziej szczegółowo relacjonuje warunki, w jakich przyszło jej żyć we lwowskim obozie. Wygląd obozu z zewnątrz był zdominowany – wedle słów autorki – przez oślepiające światło, odbijające się od śniegu. Barak, w którym mieszkała, był przepełniony, znajdowali się tam ludzie w różnym wieku i różnego pochodzenia.
Krótka relacja dotyczy sytuacji Żydów w obozie koncentracyjnym na Majdanku – od momentu likwidacji gett w Warszawie i Białymstoku na Majdanek trafiły tysiące Żydów.
Relacja pisana przez Autorkę w trzeciej osobie. Stara się ona miesiąc po miesiącu opisać, co działo się w obozie na Majdanku w czasie jej pobytu. Relacja jest rzeczowa i nie przywołuje uczuć autorki, która wśród szczególnych udręk wymienia wielogodzinne apele, częste selekcje, zimno i głód doskwierające więźniarkom. Opisuje jednak także swoją pracę w poczcie obozowej wiosną 1944 roku, relacjonując próby przeadresowywania paczek do nieżyjących więźniarek, aby pomóc żyjącym. Autorka wymienia w tekście nazwiska esesmanek, które biły więźniarki.
Zapiski rozpoczynają się od przeczucia zbliżającego się końca wojny i związanego z tym strachu. Autorka relacjonuje, że obawiano się, iż Niemcy – wycofując się – będą chcieli wysadzić w powietrze cały obóz Ravensbrück, zabić wszystkich wieźniów i zatrzeć ślady zbrodni. Pozostałe w obozie więźniarki cierpiały głód na skutek problemów aprowizacyjnych; by przetrwać, zbierały zioła i jadalne trawy. W tym samym czasie nad obozem przelatywały alianckie bombowce, kierujące się na Berlin, i zrzucały bomby na teren obozu, choć w rzeczywistości celowały w lotnisko wojskowe ulokowane nieopodal.