Wspomnienia 1887–1945
Sygnatura obejmuje wspomnienia Elżbiety Krasińskiej-Rudnickiej, spisane w formie notatek przez Amelię Łączyńską, w toku rozmów prowadzonych z autorką od 29 listopada 1963 r. – wpływa to na całokształt rękopisu, którego treść jest często chaotyczna i nieuporządkowana. Swoje wspomnienia zaczyna Krasińska od rewolucji w Rosji, w trakcie której przebywała w Kijowie – wspomina rozstrzeliwanie osób z „wyższych sfer” i swoje przypadkowe ocalenie, które zawdzięczała dawnej sklepowej ekspedientce, aby w dalszej części przejść do charakterystyki rodziców i historii rodziny. Dużą uwagę przywiązuje w swoich opisach do majątku rodziny, który jest jednym ze źródeł jej osobistej dumy. Na stronach 25–28 rozpisana jest genealogia autorki, wraz z informacjami na temat małżeństw rodzeństwa i ich potomstwa. W dalszej części wspomnień Elżbieta ze smutkiem odnotowuje, że nigdy nie miała prawdziwej przyjaciółki, a jedynie dwóch przyjaciół mężczyzn („wierzę w przyjaźń między kobietą a mężczyzną” – s. 29).
Po tym przechodzi autorka do opisu edukacji, szczególnie podkreślając swoje wykształcenie muzyczne: „mając 17 lat zaczęłam uczyć się śpiewać. Chodziłam na Sorbonę na muzykologię i zdałam maturę franc[uską]” (s. 34); „grałam na fortepianie, ale głównie chciałam śpiewać i grać na scenie” (s. 36). W opowieściach z kolejnych dni często nawiązuje do tego wątku, wspominając swoje pierwsze występy sceniczne i gwałtowne sprzeciwy matki wobec takiego wyboru kariery przez córkę – jest to jeden z fundamentów budowania własnej tożsamości przez autorkę. Wracając raz po raz do tematu rewolucji październikowej w Rosji, opowiada, że dla arystokratki takiej jak ona jedyną szansą na przeżycie było wyjść za mąż za własnego poddanego. Są to dla niej wydarzenia traumatyczne, w których zginęło wielu jej najbliższych. Ją samą, jak stwierdza, uratował wykonywany zawód: gdy została aresztowana i przyprowadzona przez sąd, na pytanie o swoje arystokratyczne pochodzenie, zaprzeczyła. Zamiast tego, pokazując album z własnymi zdjęciami, zadeklarowała się jako zagraniczna artystka teatralna, gdyż „dla artystów dobra passa” (s. 86) – byli oni potrzebni nowemu reżimowi do tworzenia dzieł propagandowych.
Dużą część wspomnień Elżbiety Krasińskiej-Rudnickiej stanowi charakterystyka zagranicznych scen operowych: w Paryżu, Bolonii, Dreźnie, Petersburgu. Obszerne fragmenty poświęcone są rówinież rodzinie, jej podróżom po Europie oraz życiu towarzyskiemu, a także – to w nieco mniejszym stopniu – stosunkom na dworach książęcych/królewskich, na których miała okazję gościć autorka. Ostatnią chronologicznie część stanowią wspomnienia z czasów II wojny światowej, m.in. krótki pobyt w obozie koncentracyjnym i namowy niemieckich władz okupacyjnych, aby przyjęła obywatelstwo włoskie. W zeszycie, w którym sporządzone zostały przez Łączyńską notatki z rozmów z Krasińską-Rudnicką odnaleźć można także sporadyczne spostrzeżenia i wspomnienia współautorki (np. na s. 56), a także szczególnie interesujące ją tematy, które odnotowywała pośpiesznie, aby nie zapomnieć powrócić do nich w trakcie kolejnych spotkań. Czasami są to komentarze świadczące wręcz o ograniczonym zaufaniu Łęczyckiej do swojej rozmówczyni: „Cała historia z Humbertem tajemnicza i niezrozumiała. Hum. urodził się w 1904 r., więc był o 22 lata młodszy od niej, a w chwili zaczęcia I wojny miał 10 lat. Gdzie tu miejsce na takie sceny?” (s. 131).