Słowiki
Jest to powieść lub zarys powieści z kluczem o losach docenta i jego ucznia Andrzeja. Akcja zaczyna się w ogarniętym wojną Lwowie, następnie przenosi się do „Ułanowic”, a kończy w Sandomierzu oraz w Lublinie. Chociaż żadna data w tekście nie występuje, można łatwo określić, że chodzi mniej więcej o lata 1942-1944. Opowiadanie ma formę narracji trzecioosobowej auktorialnej z okazjonalnie pojawiającą się mową pozornie zależną, przeważnie w monologach wewnętrznych docenta.
Główną osią akcji jest relacja docenta z Andrzejem, która zostaje scharakteryzowana pojęciami „guru” i „chela” i to właśnie ten stosunek emocjonalny i profesjonalny zarazem (mistrza i ucznia) stanowi główny temat utworu. Bohaterów łączy wspólne, podwójne zainteresowanie nauką i literaturą. Nietrudno dostrzec w Słowikach zakamuflowaną opowieść autobiograficzną. Droga od Lwowa do Lublina przez Sandomierz jest tożsama ze szlakiem, który w latach wojny przebyła badaczka wraz z matką. „Docent” to oczywiście Dłuska, „Ułanowice” to Usarzów, a „Zygmunt” to Wanda Jabłońska. „Andrzej” natomiast – co udało się ustalić dzięki lekturze korespondencji – to najwyraźniej Adam Klimowicz. Dowodzi tego list Dłuskiej do tegoż – zapisany na odwrocie fotografii przedstawiającej młodego mężczyznę o krótkich czarnych włosach w okrągłych okularach i garniturze – z datą 14 sierpnia 1954: „Adamie, zwracam. I wiesz, nie mam słów do napisania. Mój Chelo. – Przebacz, jeżeli w „Słowikach” cokolwiek sprawi Ci przykrość. Nie miałam czasu przejrzeć”. To nie tylko informacja o realnym odpowiedniku „Andrzeja”, ale także przesłanka do tego, by określić względne datowanie powstania utworu na okres pierwszego dziesięciolecia po osiedleniu się Dłuskiej w Lublinie w roku 1944.
Zachodzi wprawdzie prawdopodobieństwo, że Dłuska mogła rozważać publikację tego opowiadania, chociażby we fragmentach; wskazywałby na to fakt, że w teczce zawierającej wyłącznie prozę znajdują się dwa maszynopisy różniących się od siebie redakcji pierwszego rozdziału Słowików: jeden zatytułowany Uczeń, drugi – Andrzej. Trudno jednak traktować to jako dowód zamiaru publikacji. List do Klimowicza wskazuje jednak, że tylko o nim można mówić z pewnością jako o zakładanym odbiorcy utworu
Należy też zauważyć, że choć Słowiki pełne są skreśleń i wyrażonej w marginesowych dopiskach niepewności w doborze słów, to całość ma charakter zamknięty i to za pomocą efektywnej klamry narracyjnej. Opowieść zaczyna się i kończy sceną przedstawiającą docenta, wstającego od biurka i podchodzącego do okna, przez które wpada promień wiosennego słońca, a wtedy dobiega go dialogiczny śpiew słowików. Ten zmysłowy amalgamat wywołuje w jego pamięci wspomnienie o Lwowie, który zyskuje poprzez ten zabieg status dodatkowego bohatera opowieści: „Jak głos artysty w zaciemnionej sali odzywa się kląskanie niewidzialnego słowika. Trel jeden, drugi… skądś z niedaleka odpowiedź i inna dalsza, i jeszcze jedna, zaledwie dosłyszalna, z oddali. Śpiew zmienny, delikatny, drżący… Śpiew przenikliwy, wołający i tajemniczy, jak ogród, jak noc, jak życie… Lwów. Serce wydarte z piersi”.