Muzykolodzy z kastetami
Tekst dotyczy ataku na Zofię Lissę (1908–1980, polską profesorkę muzykologii), która była sąsiadką autorki, mieszkającej przy ul. Sandomierskiej w Warszawie. Gradsteinowa wspomina, jak w pewien słoneczny dzień przez ulicę od strony ul. Madalińskiego przetoczył się okrzyk: „Zabili doktora!”. Wysłała więc na zwiady swoją gospodynię; w tym czasie do domu wrócił „mąż autorki, kompozytor Alfred Gradstein, nazywany przez nią Ferdkiem, i zastał ją przejętą i martwiącą się o los Zofii. Po obiedzie Lissa zadzwoniła do nich i poprosiła autorkę o przyjście – opowiedziała jej wówczas o napaści. Zgłosiło się do niej kilku studentów muzykologii z Poznania z chęcią sprzedaży średniowiecznych manuskryptów nutowych. Kobieta bała się przyjmować obcych w pojedynkę, poprosiła więc, żeby znajomy „cieć z UBE” ukrył się w jej mieszkaniu. Przeczucia Lissy okazały się uzasadnione, gdyż została zaatakowana kastetami. Zaalarmowany cieć zdołał ją uratować i postrzelić jednego z napastników (strzały te wywołały okrzyki na ulicy, które dotarły aż do domu Gradsteinów). W dalszej części wspomnienia Gradsteinowa opisuje dziwną prośbę Lissy: poprosiła ją o przechowanie skarbu. Zostało to przedstawione w dość ironiczny sposób: „Nie wierzyłam własnym oczom: ta nieprzeciętna wojowniczka o komunizm, ta podglądająca, podsłuchująca jeżeli gdzieś działo się przeciwko władzy stalinowskiej, ta – miała skarb. Skarb mieścił się w niewinnie wyglądającej, okrągłej saszetce kosmetycznej z okrągłym dnem. Jakaż ona była ciężka od złota i chyba nie tylko złota. Tu komunizm nie wzgardził z pewnością i dolarami”. Szkic kończy się stwierdzeniem, że za ową saszetkę sąsiadka wybudowała sobie później willę, w której autorka pewnego razu miała okazję gościć.