Pracowali, aż padli
Autorka opisała swoje losy podczas II wojny światowej.
Przed wojną mieszkała z rodzicami i pięcioma siostrami w miejscowości Siemieńcz (pow. Buczacz, woj. Tarnopol). Rodzice przybyli tam jako osiedleńcy w 1930 r. Matka pochodziła ze Szczyrku, ojciec – z Bielska-Białej. Prowadzili sklep kolonialny. Jesienią 1939 r. zmarła matka.
W lutym 1940 r. pięcioletnia wówczas Janina wraz z ojcem i dwoma siostrami (Stefanią i Stanisławą) zostali zabrani nocą przez NKWD i wywiezieni na Syberię. Pozostałych sióstr nie było w domu. Podróż w nieopalanych wagonach bydlęcych trwała kilka tygodni. Autorka opisała warunki panujące w transporcie. Panował mróz i głód. Dużo ludzi chorowało i umierało. Dotarli do republiki Komi. Dalej wieziono ich samochodami i traktorami przez tajgę czuimską. Zakwaterowano ich w niewielkiej osadzie Wizinga, w której było parę domków drewnianych. Cały transport umieszczono w jednym dużym baraku. Sami musieli sobie zorganizować prycze i przepierki. Ojciec i starsze siostry poszli do pracy w lesie. Janina wraz z innymi małymi dziećmi pozostawała w baraku bez opieki. Byli głodni i zmarznięci. Przydział żywności zależał od wykonania normy w lesie. Kto nie wyrabiał normy, był aresztowany za sabotaż. Nie było żadnych ulg dla wycieńczonych. Codziennie ktoś umierał. Ojciec też zachorował. Pewnego dnia nie wrócił z pracy, został aresztowany za sabotaż pracy. Wkrótce potem zmarł. Przez kilka tygodni opiekowali się nimi ludzie z baraku. Po pewnym czasie wywieziono najstarszą siostrę, Stefanię, i wszelkie wieści po niej zaginęły. Potem zabrana została Stanisława, a w końcu Janina, która trafiła do rosyjskiego sierocińca, gdzie odnalazł ją pan Wojciechowski i zabrał do polskiego sierocińca w miejscowości Kuziol. Była tam już jej siostra, Stanisława. Tam nastąpiła poprawa warunków bytowych, pan Wojciechowski zastępował im ojca. Kiedy go aresztowano, dzieci błagały, by go zostawili.
Wreszcie przyszła wiadomość o powrocie do kraju. Dzieci musiały iść pieszo całymi dniami do przystani na rzece Sysoła, którą spławiano drzewo wyrąbane przez ich najbliższych. Dalej podróżowały statkiem, a następnie pociągiem do Miczurińska. Tam przebywały do zakończenia wojny i jeszcze długo potem, w zorganizowanym domu dziecka. W 1946 r. wyjechały do Polski.
