List Ludmiły Skrzekut do Związku Sybiraków
List kierowany do Związku Sybiraków ma na celu uzupełnienie informacji podanych przez autorkę w jej wspomnieniach. Rzecz dotyczy przede wszystkim deportacji na Syberię. Autorka wspominała nieludzkie warunki, w jakich przyszło im żyć na zesłaniu. Zapamiętała przede wszystkim potworny głód i choroby. Kiedy zachorowała na malarię, jej matka prosiła, by wysłać ją do szpitala, jednak komendant łagru nie wyraził na to zgody. Twierdził, że szpital nie jest przeznaczony dla Polaków. Innym razem, gdy rodzina chorowała na tyfus, lekarz ukrył prawdę o chorobie, mówiąc, że to grypa. Leczył ich w oddzielnej sali, używając do tego lekarstw ze swoich prywatnych zapasów. Ta pomoc uratowała rodzinę przed wywozem do Bijska. Autorka stwierdziła, że wtedy ślad po nich by zaginął. Wspominała też, że nie mogła pójść bez przepustki do baraku oddalonego o 5 km, gdzie mieszkała jej siostra. Każdego, kto się czemukolwiek sprzeciwił, wywożono na Kołymę do kopalni albo do obozu. Taki los spotkał Kazimierza Leoniaka i jego żonę, Zofię, związanych z rodziną autorki listu. Ona sama wyszła za mąż w 1946 r. za leśnika, Jana Kirilonko. Jego rodzice mieszkali w Bydgoszczy, byli właścicielami dwóch kamienic, dużego majątku oraz uzdrowiska na Wołyniu. Autorka wspominała szykany, jakich doświadczała z powodu zmiany nazwiska i paszportu, w którym jako miejsce jej urodzenia podano Borszczów w ZSRR. Była uważana za Rosjankę. Ponadto w liście podała numery przepustek wystawionych przez NKWD dla jej rodziny.
